czwartek, 18 lutego 2010

Zagadkowo :)

Pobawcie się i spróbujcie odpowiedzieć na te dwie zagadki :)

Zagadka pierwsza: 

- Siedzisz za kierownicą samochodu i utrzymujesz stałą prędkość.

- Po Twojej lewej stronie jest przepaść.

- Po Twojej prawej stronie jedzie samochód straży pożarnej, z taką samą prędkością jak Ty.

- Przed Tobą biegnie świnia, która jest większa niż Twój samochód.

- Za Tobą, tuż nad ziemią leci helikopter.

- Zarówno helikopter, jak i świnia utrzymują dokładnie tą samą prędkość co Ty.

Pytanie: Co powinieneś zrobić?


Zagadka druga:

Jesteś Pilotem Samolotu, Samolot leci do Warszawy i wysiada 10 osób, a wsiada 40 osób, następnie leci do Londynu i wsiada 100 osób, a wysiada 1 osoba, póżniej leci do Nowego Jorku i wysiada 5 osób, a wsiada 20 osób.

Pytanie: Ile pilot ma lat?

Może ktoś z Was już to zna, może nie... W każdym razie udanej zabawy :)

środa, 17 lutego 2010

Złośliwość rzeczy martwych

Długo, nawet bardzo długo mnie tu nie było. Przepraszam, że tak Was zaniedbałam, ale niestety przez dłuższy czas zostałam pozbawiona kontaktu ze światem internetowym. Mój komputer się zbuntował i odmówił posłuszeństwa na ponad tydzień. Na szczęście wszystko wróciło do normy i mam nadzieję, że tak już zostanie. Chociaż przyznam, że troszkę się przestraszyłam, że już w ogóle tutaj nie powrócę, bo po otwarciu strony mojego bloga (a raczej jej zamknięciu) wszystko zaczęło mi świrować. Otwierało mi się mnóstwo okienek, których nie mogłam w żaden sposób zamknąć... Dopiero jak zrobiłam reset, to się uspokoiło, ale oczywiście wystraszyłam się i nie wchodziłam tutaj... Wtedy korzystałam z IE, więc zainstalowałam Mozillę i mam nadzieję, że tym razem po zamknięciu tego okna nie dostanę zawału, myśląc, że znowu coś popsułam. W każdym razie powracam i nie mam zamiaru znikać na dłużej (no chyba, że znowu komputer się zbuntuje).
A co się działo, jak mnie tu nie było?
Dzisiaj skończyłam szkolenia w ramach projektu. To, czy zaprocentują w przyszłości, to się dopiero okaże. W każdym razie zyskałam większą wiarę w to, że w końcu znajdę tą wymarzoną pracę. Przeróżne testy i zadania pozwoliły mi na bardziej dogłębne spojrzenie na moją osobę. Poza tym masa pozytywnej energii płynąca od uczestników też zrobiła swoje. A już jutro wybieram się na staż. Lekki stresik jest, ale z drugiej strony bardzo się cieszę, bo w końcu zajmę się czymś konkretnym, a jak się rozpędzę, to potem już wszystko pójdzie z górki. 
Tak na marginesie, to chyba zacznę odprawiać jakieś czary, żeby ta zła zima poszła sobie już bardzo daleko... Ktoś się przyłączy? :)


wtorek, 2 lutego 2010

Podsumowanie tygodnia 25 - 31 styczeń 2010r.

W jednym z komentarzy pisałam, że Wasze trzymanie kciuków przynosi efekty, bo w końcu coś zaczęło się dziać. Nie chciałam zapeszać, dlatego też podsumowania dokonuję dzisiaj :) 
Otóż w zeszłym tygodniu znajoma mojej Siostry (dziękuję Marzenko :D) znalazła informację o projekcie finansowanym ze środków EFS dla młodych osób, które mają problem ze znalezieniem pracy. Projekt składa się z sesji z doradcą zawodowym, cyklu szkoleń i 3 - miesięcznego płatnego stażu. Oczywiście zgłosiłam swój udział, okazało się, że są jeszcze wolne miejsca i mogę powiedzieć, że w końcu światło w tunelu świeci coraz jaśniej :) Miałam już spotkanie z doradcą zawodowym i rozmowę w firmie, w której odbędę staż (już na 100%, bo pół godziny temu dostałam pozytywną odpowiedź zwrotną). To, co mnie najbardziej w tym cieszy, to że jest to firma z branży HR :D Powolutku udaje mi się realizować moje cele zawodowe. Cieszę się ogromnie, że tak się wszystko potoczyło, bo w końcu zajmę się czymś konkretnym, poznam nowych ludzi, zdobędę doświadczenie itd. Nic tylko się cieszyć :)
Fakt, że zacznę najpierw szkolenia, a potem staż, oznacza, że będę musiała się jeszcze bardziej zorganizować. Teraz w zasadzie miałam cały dzień na rozplanowanie nauki języka, ćwiczenia i inne aktywności. Nie mogę z tego wszystkiego zrezygnować, bo włożyłam w to sporo wysiłku i widzę postępy, jeśli jestem konsekwentna w tym, co robię. I daje mi to ogromną satysfakcję, że potrafię się zmotywować do czegoś, mimo iż nie mam przysłowiowego bata nad głową :) 
W tym miesiącu postanowiłam także intensywniej popracować nad swoją elastycznością. Jednym z celów na ten rok jest konkretna waga i szpagat. Waga spada, wymiary się zmniejszają, a do szpagatu wiele mi jeszcze brakuje. Z tego też powodu więcej czasu poświęcę na stretching po każdych ćwiczeniach i zobaczę, jakie będą tego efekty. 
Podsumowując, ubiegły tydzień przyniósł pozytywne wydarzenia i z niecierpliwością czekam na dalsze efekty.

środa, 27 stycznia 2010

Bo warto być wdzięcznym

W ferworze zajęć i obowiązków często nie ma czasu na chwilę zadumy i refleksji. Myślę jednak, że czasami warto na chociaż 5 minut sprawić sobie urlop od codzienności i najzwyczajniej w świecie pomyśleć o tym, co sprawia, że czujemy się po prostu szczęśliwi.
Co wywołuje w nas pozytywne uczucia i pozwala mimo przeciwności i wiatrów podążać dalej i nie poddawać się? Dla każdego może być to zupełnie coś innego...

Co sprawia, że JA jestem szczęśliwa i wdzięczna?
Kochająca Rodzina i wspaniały Michał u mego boku. To, że w takie mrozy, jak teraz panują mogę wrócić do ciepłego domu i wypić gorącą herbatę z sokiem malinowym (pychota). A jak wracam do tego domu, to zawsze wita mnie moje Merdające Łaciate Szczęście :) Fakt, że jestem zdrowa i nic mnie nie ogranicza też sprawia, że jestem szczęśliwa. Wsparcie ze strony Najbliższych daje mi poczucie siły i radości zarazem. Moje marzenia i cele też wywołują we mnie pozytywne emocje, bo wiem, że nie błądzę w tym świecie, tylko wiem, czego chcę i do czego dążę. Jestem wdzięczna za to, że moi Rodzice wychowali mnie na dobrego człowieka, że umożliwili mi rozwój i zdobycie wykształcenia. Ta lista mogłaby być naprawdę bardzo długa... Z bardziej przyziemnych rzeczy cieszy mnie po prostu to, że mogę sobie teraz bez ograniczeń klikać w klawiaturę, poszukiwać informacji w Internecie, albo chwycić za telefon i zadzwonić do kogoś. Tak, technika zdecydowanie ułatwia życie :)

 Warto wzbudzić w sobie wdzięczność za wszystkie pozytywne rzeczy, które nas w życiu spotykają i za ludzi, którzy są obok nas. Przede wszystkim lepiej skupiać się na pozytywnych aspektach naszego życia, niż na tych negatywnych. Więcej korzyści można odnieść z uśmiechem na twarzy i optymistycznym nastawieniem, aniżeli z postawą: "nie uda mi się, wszystko jest beznadziejne".
Reasumując, cieszcie się z najmniejszych rzeczy i dostrzegajcie tylko dobre strony wszystkiego :)

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Podsumowanie tygodnia 18 - 24 styczeń 2010r.

Nie było mnie tu cały tydzień. Skupiałam się głównie na przeglądaniu ofert i wysyłaniu aplikacji. Jak przejdą te okrutne mrozy, to zapewne wyruszę również w teren, bo stwierdziłam, że trzeba szukać różnych dróg do celu :) Poza tym oczywiście uczyłam się do czwartkowego testu, dla którego odłożyłam nawet naukę mojego ukochanego hiszpańskiego... W każdym razie mogę szczerze powiedzieć, że test był bardziej pogmatwany niż moja obecna sytuacja :) Ale tak to chyba wygląda, jeśli chodzi o konkursy na urzędnicze stanowiska, na które startuje mnóstwo osób (test pisany w kilku turach). To już za mną, a jakie będą wyniki, to się okaże wkrótce.
Miniony tydzień obfitował też w spotkania z najbliższymi. Najpierw Dzień Babci, przepyszna szarlotka (jak byłam mała, to byłam przekonana, że tylko moja Babcia piecze szarlotkę, naiwne dziecko...) i nieopisana radość Babci z prezentu, jaki Jej sprawiłam. Dla takich chwil warto żyć, bo uśmiech Babuna, to rzecz bezcenna. A po Dniu Babci urodziny mojej Cioci i spotkanie z Rodzinką, na którym poczułam, że naprawdę mam wsparcie z ich strony. To ważne, żeby czuć, że można liczyć na pomoc i dobre słowo najbliższych. Czasami jeden mały gest potrafi podnieść człowieka na duchu i pozwala uwierzyć, że najlepsze wciąż przed nami.
Żałuję tylko, że mniej czasu w tym tygodniu poświęciłam hiszpańskiemu, ale nadrobię to w tym tygodniu. Wczoraj zdobyłam w Empiku świetną gazetę (wiedziałam, że taka jest, ale nie mogłam jej zdobyć nigdzie) dla uczących się hiszpańskiego. Będę miała, co czytać :) Dodatkowo jeszcze w telefonie ustawiłam sobie menu po hiszpańsku. Jestem szalona, wiem :D
Tak sobie pomyślałam, że tak szybko, jak ten tydzień mogłaby minąć zima, bo zdecydowanie jestem ciepłolubną istotą.

niedziela, 17 stycznia 2010

Podsumowanie tygodnia 11 - 17 styczeń 2010r.

Tydzień minął szybko, a tuż przed weekendem skończył się burzliwie. Wiadomo, z jakiego powodu :] To zmusiło mnie do przemyślenia kilku kwestii i zastanowienia się nad tym, co dalej? Jak pisałam w komentarzu do piątkowego postu, lekcją, którą wyniosłam z tego wszystkiego, było to, żeby nie trzymać się kurczowo jednego rozwiązania. Przyznaję, że "uczepiłam" się tej pseudogwarancji stażu i w pewnym sensie odpuściłam sobie szukanie pracy (oprócz złożenia dokumentów w jedno z miejsc, gdzie w najbliższym czasie czeka mnie test:)). Może wynikało to też ze zmęczenia psychicznego rozmowami, z których nic nie wychodziło. Miałam po prostu dość. To chyba żadna zbrodnia...
 
Jednak ostatnia wizyta w urzędzie dała mi potężnego kopa. Można powiedzieć, że postawiła mnie do pionu. Zdałam sobie sprawę, że jak nie ruszę tyłka (przepraszam za dosadność) i nie zacznę walczyć o swoje, to ludzie będą mnie odsyłali z kwitkiem ZAWSZE. A tego przecież nie chcę. Tak więc od tego tygodnia zmieniam strategię. Po pierwsze przeredaguję swoje CV, tak żeby przyciągało uwagę potencjalnego pracodawcy. Po drugie wracam do intensywnego przeglądania ofert pracy i wysyłania aplikacji. Po trzecie w ramach alternatywy próbuję walczyć o staż, każdym z możliwych sposobów (poza użyciem siły :P). No i oczywiście bardzo dobrze przygotuję się do testu, żeby przejść pierwszy etap rekrutacji. 

A w ramach tradycyjnego podsumowania tygodnia, to kwestia ćwiczeń i nauki języka wciąż na tym samym poziomie, co niesamowicie mnie cieszy. Fakt, że potrafię się zmobilizować i dążyć do osiągnięcia swoich celów, motywuje mnie jeszcze bardziej i utwierdza w przekonaniu, że jeśli tylko chcę, to potrafię.

Wartościowo z zasadami

Na świecie wszystko odbywa się wg konkretnie określonych zasad. Poszczególne państwa posiadają swoje konstytucje, czy też inne akty prawne, które regulują ich funkcjonowanie. Podobnie człowiek dla zachowania spójności i poczucia kontroli nad swoim życiem powinien starać się żyć w zgodzie z wartościami, które ceni najbardziej. Zastanowienie się nad tymi, które są dla nas w życiu najważniejsze jest niezłą zabawą. Możemy wtedy lepiej poznać siebie i łatwiej poradzimy sobie w różnych sytuacjach życiowych. Coś, co jest dla nas wartościowe chcemy mieć przy sobie. Tak więc posiadając odpowiedni zbiór wartości będziemy chcieli postępować w zgodzie z nimi. Z biegiem czasu mogą one ulegać pewnym modyfikacjom, bo człowiek przecież cały czas się zmienia, ale myślę, że warto stworzyć sobie taki "kręgosłup" postępowania.Chociaż wcale nie jest łatwo przestrzegać go w 100%. Ja też czasami zapominam, jak wielką wartość stanowi życie zgodne z własnymi zasadami.

Jakieś dwa lata temu na podstawie różnych książek, cytatów i innych inspiracji, stworzyłam swój osobisty zbiór 10 zasad:

1. Pamiętaj, że wszystko tworzy się dwa razy. Najpierw w umyśle, a potem fizycznie.
2. Każdego dnia rozpalaj wewnętrzny ogień i nigdy nie trać z oczu punktu na celowniku.
3. Nie pozwól, żeby strach był Twoim doradcą.
4. Traktuj innych tak, jak sam chcesz być traktowany.
5. Stań się wyspą doskonałości w morzu przeciętności.
6. Pamiętaj, że to co najważniejsze nie może być na łasce tego, co mniej ważne.
7. Składaj obietnice i dotrzymuj ich.
8. Pamiętaj, że toczący się kamień nabiera rozpędu.
9. Nie patrz na życie jak krowa na przejeżdżający pociąg.
10. Każdego dnia bądź wdzięczny za swoje życie.

Odkrywanie tego, co jest dla nas najważniejsze, to naprawdę niezła frajda :) Polecam.

piątek, 15 stycznia 2010

Mam prorocze sny

I wcale się z tego nie cieszę. Jestem dzisiaj w najgorszym z możliwych nastrojów. Miałam dzisiaj obowiązkową wizytę w PUP. Ostatnim razem powiedziano mi, że NA PEWNO dostanę już propozycję stażu. Cieszyłam się, że w końcu jakieś światełko w tunelu. Że może warto zacząć od stażu, a potem to się już samo potoczy...

Wczoraj w nocy (ze środy na czwartek) śniło mi się, że byłam w urzędzie. Mówię, że miałam na dzisiaj termin i że miałam dostać staż. A urzędniczka: "Niestety, nie mamy dla pani stażu. Dopiero od czerwca...". Na co, ja w płacz...I się obudziłam, a oczy miałam wilgotne. Ale pomyślałam, że to tylko sen i w rzeczywistości będzie zupełnie inaczej. O ja naiwna!

Przyjeżdżam dzisiaj, stała procedura: dowodzik itd. I słowa: "Niestety nie mam dla pani stażu". Ja oczywiście od razu przypomniałam sobie sen i miałam już płacz na końcu nosa, ale trzymałam się dzielnie. Wymiękłam dopiero jak wyszłam z urzędu. Szłam i po prostu płakałam. Tak bezradna, to ja chyba jeszcze nigdy się nie czułam.

A  najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie potrafiłam walczyć o swoje. Kolejna rzecz, nad którą muszę popracować, bo inaczej zginę na tym świecie.

Najbardziej przeraziło mnie to, że sen się spełnił. Szkoda tylko, że nie był to dobry sen. Zaczynam się bać samej siebie!

Dzisiaj mało optymistycznie i rozwojowo, ale nic na to nie poradzę, że mam podły nastrój.



czwartek, 14 stycznia 2010

Sygnał dobra

Jak miałam "naście" lat, to zaczytywałam się w książkach Małgorzaty Musierowicz o rodzinie Borejków i ich przyjaciołach. Wprost je uwielbiałam! Przypomniałam sobie teraz o tym, bo w pierwszej części "Jeżycjady", w "Kwiecie kalafiora" młodzi bohaterowie założyli grupę: Eksperymentalny Sygnał Dobra. Krótko mówiąc chodziło o przesyłanie uśmiechu przypadkowo spotkanym osobom i obserwowanie ich reakcji. Dość odważne przedsięwzięcie, ale jakże pozytywne.

Ja mam wrażenie, że mało kogo stać na odrobinkę życzliwości dla zupełnie obcej osoby. Wszyscy się gdzieś spieszą i niekoniecznie mają czas i ochotę na zwrócenie uwagi na przechodzącą obok osobę i zwyczajne, bezinteresowne przesłanie jej uśmiechu...Z drugiej strony być może boją się reakcji. Bo w końcu, kto przy zdrowych zmysłach idzie sobie ulicą z przyklejonym uśmiechem do twarzy? :) I to są właśnie takie ograniczające nas przekonania..."Bo co sobie o mnie pomyślą?". Potrafimy być życzliwi dla bliskich i znajomych nam ludzi, ale gorzej już z tym w stosunku do obcych osób. Choć przyznaję, że sama miewam czasem takie dni, że chętnie pozbyłabym się większości ludzi, których mijam na ulicy. Na szczęście zdarza się to rzadko :)

Myślę, że zdarzają się osoby, dla których taki malutki gest mógłby wiele znaczyć. Całkiem niedawno stałam na przystanku czekając na autobus. Pod wiatą stała kobieta z trójką dzieci (najstarsze mogło mieć z 5 latek, a najmłodsze może 2). No i dzieciaki, jak to takie maluchy, nie potrafiły stać w jednym miejscu. I to bardzo wkurzało ich mamę. Oj, bardzo! Przeklinała na nie, krzyczała...Jak jej przesłałam znaczące spojrzenie, to troszkę przystopowała. W każdym razie dzieci były przestraszone i było mi ich bardzo żal. Jak najstarszy chłopczyk zbliżył się do mnie, to tak zwyczajnie uśmiechnęłam się do niego :) I od razu się rozchmurzył. Jeden uśmiech, a dla niego chyba było to coś ważnego.

Jakby ludzie potrafili przesyłać malutki sygnał dobra innym, to świat byłby o wiele bardziej pozytywnym miejscem.
Może mały eksperyment?

środa, 13 stycznia 2010

Żyć żyjąc

Paulo Coelho to pisarz, którego cenię ponad wszystko za jego mądrość i głębię jego twórczości. Ostatnio trafiłam na jego krótki tekst, będący częścią książki: "Być jak płynąca rzeka". Pozwolę sobie go zacytować:

"Co śmiesznego jest w człowieku"

Jakiś pan spytał mojego przyjaciela Jaime Cohena:
- Proszę mi powiedzieć, co jest najśmieszniejsze w ludziach.
Cohen odpowiedział:
- Zawsze myślą na odwrót: spieszy im się do dorosłości, a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem. Tracą zdrowie, by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze, by odzyskać zdrowie. Z troską myślą o przyszłości, zapominając o chwili obecnej, i w ten sposób nie przeżywają teraźniejszości, ani przyszłości. Żyją, jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają, jakby nigdy nie żyli.*
 Ile w tym jest prawdy?

Według mnie bardzo dużo. I jak to przeczytałam, to doszłam do wniosku, że jeśli czegoś nie zmienię, to za kilkadziesiąt lat będzie można o mnie powiedzieć: "Ta, to całe życie myślała na odwrót!". A tego nie chcę :)

Jest wiele rzeczy, które muszę zmienić, żeby do tego nie dopuścić, ale myślę, że sobie z tym poradzę. Przede wszystkim muszę postępować w zgodzie z samą sobą i skupić się na "tu i teraz" , żeby cieszyć się najmniejszymi rzeczami. Przecież z tych małych radości może się zrodzić coś wielkiego :)
Tak więc będę żyła żyjąc :D


* P.Coelho, "Być jak płynąca rzeka", Świat Książki, W-wa 2008r, str. 240

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Podsumowanie tygodnia 4 - 10 styczeń 2010r.

Wraz z nowym rokiem ruszyło coś w kwestii pracy. Dostałam w tym tygodniu dwa zaproszenia na testy w miejsca, do których dokumenty składałam jeszcze przed świętami. Co będzie, to się okaże. Trzeba się będzie uczyć i tyle. Trzymanie kciuków przez Was też nie powinno zaszkodzić :)
Poza tym całkowicie wpadłam w rytm ćwiczeń. Dzień bez gimnastyki, to już dla mnie dzień stracony. Cieszę się z tego, bo najwyraźniej udało mi się wyrobić nawyk i ciało samo domaga się ruchu. Wolę poświęcić 30 min. na ćwiczenia i poprawienie kondycji niż na bezproduktywne siedzenie przed TV. Może na wiosnę wrócę nawet do biegania... Kwestia do przemyślenia :)
No i hiszpański. Skończyłam kolejną część MultiKursu, a następna czeka na instalację (dzisiaj). Nauka hiszpańskiego sprawia mi o wiele większą radość niż kiedyś angielskiego. Może dlatego, że robię to z własnej woli... A angielski niejako został narzucony przez system edukacji. Na co nie narzekam, bo bardzo się przydaje w niektórych sytuacjach. Jednak moją ambicją jest znajomość drugiego języka na takim samym poziomie jak angielskiego. Hiszpański "chodził" za mną odkąd pamiętam i nie jest nawet taki trudny do nauczenia się. Jedynie gramatykę ma równie zakręconą jak angielski, ale to jest do przeżycia.
Myślę, że jestem na dobrej drodze do zrealizowania swoich celów na 2010 r.
Jedyna rzecz, która mnie martwi, to ciągła zmiana nastrojów. Dlatego też w najbliższym czasie skupię większą uwagę na swoich emocjach, zapoznam się z technikami relaksacyjnymi i medytacją. Postaram się je stosować i może dzięki temu coś się zmieni w tej kwestii, bo jak widać z innymi rzeczami nie mam problemu od samego początku. Psychika człowieka, to jednak bardzo skomplikowana sprawa :)

czwartek, 7 stycznia 2010

Kobieta Drzewo i czary-mary

Czytam właśnie książkę o Feng Shui. W jednym z rozdziałów jest mowa o osobistych żywiołach odpowiednich dla roku urodzenia. Według tego moim żywiołem jest DRZEWO (rok 1985):

Cechy wrodzone: Kobieta Drzewo jest pełna dynamizmu i energii. Wciąż się odnawia: cechuje ją kreatywność i otwartość. Przestrzega reguł moralności, choć wciąż ulega nowym impulsom(...). Wierzy w siebie i potrafi dobrze prowadzić interesy. Kiedy jednak nie osiąga zadowalających rezultatów, zmienia plany.

poniedziałek, 4 stycznia 2010

Na przekór schematom

A kto powiedział, że wszystko musi być zgodne z obowiązującymi schematami? :) Pozostawiam do przemyślenia.

niedziela, 3 stycznia 2010

Podsumowanie tygodnia 28 grudzień 2009 - 3 styczeń 2010r.

To był kolejny pokręcony tydzień, w którym momentami ciężko było pracować nad poszczególnymi dziedzinami. Najpierw moje urodziny, potem sylwester i przygotowania z tym związane.  Mimo wszystko udało mi się zmobilizować do tego, żeby w miarę możliwości codziennie ćwiczyć. A dzięki temu, że w sylwestra nie zaszalałam za bardzo, na drugi dzień byłam pełna sił i mogłam pomachać trochę nogami i rękami. W rezultacie pod tym względem jest znacznie lepiej niż w zeszłym tygodniu.

piątek, 1 stycznia 2010

Plan na 2010 rok

Zgodnie z obietnicą popracowałam dzisiaj nad swoimi celami na 2010 rok i planem ich realizacji. Postanowiłam zrobić to w formie tabeli z następującymi danymi:
  • Cel
  • Gdzie jestem teraz?
  • Jak do tego dojdę?
  • Weryfikacja osiągnięcia celu
Myślę, że to jedno z lepszych narzędzi do pracy nad sobą w kierunku osiągnięcia zamierzonych celów. Podobnie jak planujemy podróż do jakiegoś miejsca. Musimy wiedzieć dokąd się wybieramy, następnie z jakiego konkretnego punktu wyruszamy i jaka trasa/droga nas tam zaprowadzi. Na samym końcu pozostaje weryfikacja tego, czy trafiliśmy dokładnie w to miejsce, do którego podróżowaliśmy. Proste, prawda? :)
Postanowiłam, że w tym roku nie będę sobie wyznaczała ogromnej ilości celów, tak żebym mogła skupić się na kilku, które w tym momencie są dla mnie najistotniejsze. Może dzięki temu dokładność planu przełoży się na sukces w jego realizacji. Poniżej przedstawiam tabelę ze swoimi celami i jestem pełna wiary w to, że uda mi się je wszystkie osiągnąć.

środa, 30 grudnia 2009

Od urodzin do urodzin...

Wczoraj były moje urodziny. Niesamowite jak ten czas szybko leci. Od urodzin do urodzin :) A ja z każdym rokiem nie tylko starsza (tego nie czuję), ale i dojrzalsza (to czuję). Mam tylko wrażenie, że momentami gdzieś się gubię i nie zawsze udaje mi się osiągnąć to, co zamierzam. Ostatnio Michał powiedział mi, że jestem idealnym strategiem, planistą, ale muszę jeszcze popracować nad konsekwencją w realizacji swoich planów. I muszę przyznać mu rację. Faktycznie zawsze potrafię dokładnie rozpisać, co i jak powinno wyglądać, co powinnam zrobić, ale potem nagle coś się załamuje i nie do końca udaje mi się zrealizować cały plan.

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Podsumowanie tygodnia 21 - 27 grudzień 2009r.

Powinnam dokonać tego podsumowania wczoraj wieczorem. Byłam jednak zaabsorbowana inną dość ważną sprawą... Tydzień ten był zupełnie inny niż poprzedni. Przygotowania do Świąt, potem same Święta i w zasadzie pod względem rozwoju mało, co zrobiłam. Ale w końcu odpoczynek też się należy. Nie mogę powiedzieć, że jestem niezadowolona z tych ostatnich 7 dni, bo w miarę możliwości ćwiczyłam i uczyłam się języka. Udało mi się również uniknąć pokusy zjedzenia niezdrowego jedzonka (czyt. McDonald) i postanowiłam, że będę omijać to miejsce szerokim łukiem. Szkoda mojego zdrowia na takie śmieci :) Powoli kończę również czytać "Obudź w sobie olbrzyma" Robbinsa. Tony w świetny sposób pokazuje, jak można pracować nad sobą, aby osiągnąć satysfakcjonujące efekty. Pozostaje tylko kwestia wprowadzenia jego rad w życie. W kolejce czeka już kolejna inspirująca książka, którą sprawił mi na Boże Narodzenie Michał i nie mogę się już doczekać, jak ją zacznę czytać :) Mówię tutaj o "Kluczu do sekretu" Joe Vitale'go. Osoby, które czytały "Sekret" powinny wiedzieć, dlaczego tak się cieszę z tej książki :)
Oczywiście wciąż pozostaje mi żmudna praca nad emocjami, ale mam nadzieję, że w końcu uda mi się je ujarzmić.
Poza tym z utęsknieniem czekam na koniec tego roku i początek nowego 2010, bo czuję, że będzie on dla mnie pomyślny. Muszę wytrzymać jeszcze tylko parę dni.

piątek, 25 grudnia 2009

Radosnych, pełnych magii i spokoju rodzinnego 
Świąt Bożego Narodzenia,
a w Nowym Roku samych sukcesów 
i dużo siły w dążeniu do realizacji zamierzonych celów.

wtorek, 22 grudnia 2009

Porządki drogą do przyjemności

Przygotowania do Świąt w toku, a porządki to chyba taki nieodłączny rytuał z nimi związany. W końcu w Święta dom musi lśnić. Mało kto jednak lubi sprzątać. Najczęściej odwleka się to na ostatni moment, a potem jest tyle rzeczy do sprzątania, że niewiadomo, za co się zabrać. Szczególnie, że w większości przypadków generalne porządki robi się dwa razy do roku: na Boże Narodzenie i Wielkanoc.
Kilka miesięcy temu robiłam z mamą remont swojego pokoju. Wiązało się to z przewróceniem wszystkiego do góry nogami. Musiałam opróżnić wszystkie szafki, szafeczki, szuflady itd. moich starych mebli. A zapewniam, że przez wiele lat zdążyło się tam nazbierać bardzo dużo rzeczy, które w większości okazywały się zupełnie bezużyteczne. Krótko mówiąc zalegały w szafkach, a nadawały się po prostu na śmietnik. Nie mam pojęcia, ile worków śmieci wyniosłam podczas tego remontu. Jedno wiem na pewno: po skończonym remoncie poczułam się tak lekko i wspaniale, jakby ktoś pozbawił mnie ogromnego ciężaru. Wspaniałe uczucie pozbyć się takiego balastu.

poniedziałek, 21 grudnia 2009

"Śmiechowy" wieczór

Po 3 miesiącach "wygnania" moja Siostra wróciła z Francji. Przed chwilą razem ze swoim Michałem wyszli od nas, a mnie oczywiście znowu boli gardło od śmiechu :) Tego właśnie mi brakowało. Śmiania się z totalnych głupot, które bardzo często śmieszą tylko mnie i Agatę. Dla takich chwil warto żyć! A śmiech to przecież zdrowie. W każdym razie cieszę się bardzo, że wróciła cała i zdrowa i Święta spędzimy razem. Siostra (w ogóle rodzeństwo) jest bezcenna. Jestem zatem szczęściarą, że mam taką, a nie inną Siostrę!

Dzisiejszy dzień skończył się bardzo wesoło. W ogóle był udany, bo nie został zmarnowany, a to najistotniejsze w tym wszystkim. Jestem już troszeczkę senna, dlatego ten wpis będzie wyjątkowo krótki. Jutro czekają mnie porządki świąteczne, tak więc muszę zregenerować siły poprzez błogi sen :)